Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mieszkanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mieszkanie. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 19 listopada 2013

Pomysłowe zagospodarowanie wolnej przestrzeni..

Obecnie mieszkamy w 3 pokojowym mieszkaniu o powierzchni.. ok 90m/kw. Więc małe nie jest, ale dla 5 osób może być ciężko w pomieszczeniem różnych szpargałów..
Nie ma nic ważniejszego, jak zagospodarowanie przestrzeni tak, aby wykorzystać każdy jeden z możliwych wolnych kątów i kącików.. Nie jest to łatwe, szczególnie jeśli chcemy aby mieszkanie/dom sprawiał wrażenie przestronnego i przytulnego, ale znalazłam kilka ciekawych rozwiązań i niektóre z nich sama chętnie bym wykorzystała....Niektóre z nich są przesadzone.

Nie mogę znaleźć zdjęcia jednego z rozwiązań, a było genialne.. Stał sobie pomiędzy kuchnią,a  jadalnią filar kwadratowy, a tak na prawdę, była to wysoka od ziemi do sufitu, wysuwana na szynach szuflado-spiżarnia.. Widziałam podobne rozwiązanie w niejednej kuchni, ale zazwyczaj było to wkomponowane w meble i wyglądało jak część mebla.. a tu taki fajny efekt ozdobnego filaru i ukrytej spiżarni :-)
Jak tylko znajdę to zdjęcie, to kiedyś wam wrzucę!

Najbardziej podobają mi się rozwiązania, z wykorzystaniem schodów :-)

 Pomysł na domek dla dzieci wydaje się świetny, ale kiedy dzieci dorosną, to jedyne co pozostaje, to zrobić tam tzw. pierdolnik, a komórki pod schodami, trochę mnie przerażają.. Mieszkając w Irlandii Mieliśmy taką komórkę pod schodami, na sprzęty typu odkurzacz, mop, wiadro.. nie lubiłam tam wchodzić, a tym bardziej sprzątać tam.. Nie mam klaustrofobii, ale mimo wszystko było tam jakoś tak.. nieprzyjemnie..
W kolejnym domu mieliśmy jedną małą toaletę w takiej komórce pod schodami.. mój brat, gdy nas odwiedził stwierdził, że na klęczkach sikał nie będzie :-) Musiał chodzić do łazienki na piętro ;-)






Rewelacyjny pomysł na przedpokój, jeśli akurat tak się składa, że w tym miejscu mamy schody.. Gdyby u nas był taki układ, to na pewno na pierwszym planie byłyby takie wieszaki.
Fajnie też wyglądają takie leżanki, a dookoła półki na książki (w przypadku wyjątkowo dużych schodów). Coś idealnie, dla moli książkowych, ale ja wolę mieć taki kącik w jasnym pomieszczeniu.. np. na werandzie.





To ciemne drewno mnie przeraża, ponieważ dorastałam w domu obitym boazerią w tym kolorze.
Najbardziej podobają mi się szuflady pod stopniami :-) Ciekawy efekt, a ile szpargałów można w nich pochować fiu fiu!
Widziałam też schody, w których każdy stopień był otwierany od góry jak skrzynia - też fajnie.


I to jest mój numer jeden!
Przy dużej ilości mieszkańców, zwykły "butownik" to za mało.. A jest to dla mnie duży dyskomfort, trzymać rzadziej używane buty w szafie.. W szafie mają być ubrania!
Takie rozwiązanie, najbardziej z resztą pasuje u nas, bo schody znajdują się blisko wyjścia. Wszystko ma być pod ręką!

Jeśli znajdziecie "przepis" na takie szuflady, to bardzo proszę o zamieszczenie linku w komentarzu.. Mąż mój bardzo chętnie takie szufladki skręci :)






KUCHNIA
Kuchnia ma być duża i przestronna, a blaty powinny mieć dużo miejsca na przygotowanie potraw.
Świetne wykorzystanie szuflad, jako koszyków na warzywa czy pieczywo, choć pieczywo wolałabym trzymać tradycyjnie w jakimś ładnym chlebaku.



 Akurat tego typu siedziska zajmują według mnie bezsensownie dużo miejsca, ale pomysł z zagospodarowaniem przestrzeni bardzo ciekawy.. jeśli ma się na tyle małą rodzinę, by pomieścić ją przy tym stoliku :)



Akuku!
Schowany dodatkowy blat/stolnica. Bardzo wygodne w sprzątaniu - odjeżdżasz półeczką, machasz mopem i gotowe :)
Moja pralka powinna być na kółkach :-/






Wolę, gdy półki rogowe są obrotowe, ale postanowiłam, pokazać również takie rozwiązanie, dla osób, którym obrotowe z jakichś powodów się znudziły.

(nie cierpię mahoniowych i rudych kolorów drewna w zbyt dużej ilości)



Tutaj pomysł ze stolnicą mógłby się wydawać świetny, ale znając mnie, za chwilę bym się o to oparła i złamała całą szufladę. Nie zmienia to faktu, że jest to dobre rozwiązanie do małych mieszkań i małych kuchni.

Nie rozumiem, dlaczego ludzie rzadko robią zlewozmywaki tuż pod oknem. Bardzo mi się to podoba i akurat w domu naszych marzeń, okno kuchenne wychodzi na część, gdzie w planach jest huśtawka, piaskownica i hamak, a obecnie dzieciaki najchętniej się tam bawią :-) Pod czujnym okiem mam, babć i cioć, które przesiadują w kuchni ;-)



Poniżej jeszcze kilka ciekawych rozwiązań.
Muszę jak najszybciej przekwalifikować męża na stolarza!!!


 Super sprawa dla czyściochów.
Ja muszę mieć biurko w miejscu zamykanym na klucz.. ewentualnie w szafie (jak poniżej)
















Wspomniane wcześniej biurko w szafie (świetny też pomysł na toaletkę!)


    
Kolejna super hiper spiżarnia, ale nieco przesadzona oraz...  stolnica o bardziej stabilnej konstrukcji .


















To by było wszystko na dziś :)
Przytłoczona ponurą jesienną pogodą, postanowiłam, że kolejny post będzie wiosenno ogrodowy :-)
Ale nie liczcie na to za bardzo ;-) Zmieniam zdanie jak skarpetki!

poniedziałek, 18 listopada 2013

Gdzieś na końcu świata, czeka na nas wymarzona chata.. Wiemy o tym oboje.. Mało tego! My tą chatę widzieliśmy na własne oczy, jeździmy tam na wakacje i należy ona do rodziny..
Stoi taka smutna, samotna, opuszczona, zaniedbana.. Oj jak bardzo mam ochotę otulić ją ciepłem jakie panuje w naszej rodzinie..
Chata znajduje się w niskich partiach górskich, na skraju lasku, niedaleko jeziora - brzmi jak bajka prawda?
Nikt chaty nie chce, czyli wydawałoby się, że my ją możemy mieć, ale nie jest sprawa taka prosta.. Nikogo z rodziny nie stać by postawić ten dom na nogi i później utrzymać. Owszem, niewielkim wkładem finansowym, można by doprowadzić dom do stanu względnego do zamieszkania (czyli zrobić ogrzewanie i wymienić chociaż część okien), ale... Jak później ten dom utrzymać i powolutku go upiększać bez pieniędzy, bez pracy..? A niestety.. pracy to tam nie ma.
Dom jest ogromny i ma potencjał.. Mógłby w sezonie być pensjonatem, ale na pensjonat, to trzeba dużych funduszy i tak się koło zamyka..
Póki co pozostają nam marzenia i "gdybanie".. ewentualnie można czekać na wygraną w lotto.. a raczej, że ktoś nam tą wygraną odda, bo my w lotto nie gramy :-)
Niejednokrotnie padły ze strony rodziny słowa "jedźcie i zamieszkajcie tam!" a mnie krew wtedy zalewa, bo gdyby sytuacja była tak prosta, to bylibyśmy tam już od dawna..
Jednak mimo przeciwności, nie jest prosto porzucić marzenia o tym miejscu.. Nie rozumiem, jak to możliwe, że nikt poza nami, nie docenia potencjału jaki ma w sobie ten dom!

Niestety zdjęć, które oddałyby urok domu nie mam, ale mniej więcej mogę opisać jak on wygląda, a w kolejnych postach pokażę wam jaki mam na ten dom plan.

Tak więc.. Dom jest murowany, ma około 30 lat (nie wiem dokładnie - musiałabym pytać męża)
Idąc od wejścia wchodzimy do tzw. wiatrołapu, z którego przeszklone drzwi prowadzą na oszkloną werandę, która ciągnie się przez całą długość ściany budynku, czyli jakieś 10 metrów, a szeroka jest na około 2 metry. Weranda jest na jednej ścianie obita boazerią, pomalowaną na czekoladowy brąz (boazeria jest wg mnie do wyrzucenia z tamtego miejsca, ale chętnie wykorzystałabym ją do innych celów).
Mniej więcej po środku długości werandy są drzwi, po których otwarciu mamy do wyboru:
- zejście na dół do "piwnicy", która tak na prawdę jest parterem domu (i wg mnie ma potencjał na coś więcej niż piwnica)
- oraz wejście do góry po schodkach. Wchodzimy na duży przedpokój/hall(przedpokój jest dla mnie prostokątny i podłużny a hall kwadratowy lub okrągły, a to pomieszczenie jest zdecydowanie bardziej kwadratem). Na tym piętrze znajdują się 3 olbrzymie pokoje, kuchnia ze starym piecem kaflowym (który powinien zostać przebudowany - jeśli się da to z większości starych części) oraz średniej wielkości łazienka w stanie prawie, że surowym.. tzn gołe tynki, toaleta, wanna i stara frania :) - ta część domu jest do zamieszkania na już (gdyby wprawić nowe okna i zrobić ogrzewanie).
Jest jeszcze poddasze, na którym nigdy nie byłam, bo nie ma na nie jeszcze schodów. Mężowi muszę na słowo wierzyć, że są tam 4 pokoje i miejsce na łazienkę.. To piętro jest gołe i wesołe, z zabitymi deskami oknami.. a raczej z brakiem okien.. a wejść na nie można tylko po wielkiej, starej, chwiejącej się drabinie - tylko pająków boję się bardziej!
"Piwnica", która wcale nie jest piwnicą, tylko parterem posiada olbrzymią salę na połowę domu, przylegającą do niej kuchnię (tu marzy mi się pomiędzy tymi pomieszczeniami "okno" z blatem barowym), mała toaleta i jeden dosyć duży pokój. Są też tajemnicze drzwi, prowadzące do prawdziwej piwnicy, w której nigdy nie byłam.. raz tylko zaglądnęłam przez te drzwiczki wołając męża na obiad i wyglądało to trochę jak z horroru, a mój głos odbił się echem.. podobno piwnica jest duża i ma 3 pomieszczenia.. 1 przeznaczone na kotłownie, 2 nie wiem na co - no ja bym tam składowisko zrobiła (bałaganiarą jestem.. gdzieś musi być zrobiony "pierdolnik"), a 3 na moje oko wygląda jak warsztat.. to znaczy ja bym chciała by był tam warsztat (tam byłam, bo do tego pomieszczenia są drzwi również z zewnątrz budynku, jest ono jasne i posiada okno).

Na środkowym piętrze (tym co nadawałoby się do zamieszkania) w każdym pokoju są okna balkonowe na całą ścianę.. balkony są na 2 ścianach domu (połączone ze sobą).. z jednego balkonu jest wejście (po kolejnej cholernej drabince!) na wielki, zadaszony taras.. Jako że ja kocham werandy i tarasy, to musiałam przełamać swój lęk wysokości i wleźć tam.. Zakochałam się w tym miejscu i nie chciałam stamtąd schodzić.. I w cale nie z powodu mojego lęku!

Balkony są od południa i zachodu, a taras od północy.. podłoga tarasu, to dach dla tej oszklonej werandy, przez którą wchodzi się do domu - czyli weranda też jest od północy.. (wszystkie kierunki swata, są jedynie orientacyjne gdyż jestem kobietą.. w dodatku mąż uważa, że z tymi kierunkami świata, to tak nie do końca w tym "naszym" domu, bo ustawiony on jest pod lekkim kątem..

Jedynym minusem domu.. a raczej lokalizacji, jest podjazd.. Droga asfaltowa, wąska tak, że kiedy jesteś na dole, to musisz zatrąbić kilka razy (taka umowa między sąsiadami), by samochód, który ma zamiar jechać z góry, wiedział, że ty z dołu nadjeżdżasz.. to daje mu szansę, na szybki skok w bok, w jakieś krzaki (co jest trochę ryzykowne, bo po tej stronie drogi jest wysoka skarpa gdzie płynie potok), lub najechanie jednym kołem na płot sąsiada.. co może być również ryzykowne, jeśli sąsiad okaże się cholerykiem..
Podjazd jest tak stromy, że wjeżdżając pod górę nocą, można podziwiać spadające gwiazdy.. patrząc przez przednią szybę - nie przez szyberdach.. Nie wiem jeszcze jak ludzie rozwiązują ten problem zimą.. przed podjazdem jest znak, że należy założyć łańcuchy na koła.. Kurcze ja leniwa jestem z natury i przeraża mnie myśl, że za każdym razem będzie trzeba zakładać łańcuchy i ściągać, zakładać i ściągać..
Mimo to jesteśmy mocno napaleni na ten dom.. Kombinujemy jak konie pod górę by móc tam zamieszkać.. i ostatnio nawet widziałam tam etat dla siebie, ale z mężem nie jest już tak prosto..

Póki co, pozostaje mi dzielić się z wami moimi marzeniami i wizjami wnętrzarskimi..
Nie mogę się doczekać, aż przyjdzie moment, gdy będę wam pokazywać zdjęcia "przed i po" oraz porównywać efekt uzyskany, do tego co miałam kiedyś wcześniej w głowie :-)
Niewiele miałam w życiu okazji do spełniania swoich marzeń, więc nie może być inaczej i to marzenie się spełni - trzymam za to mocno kciuki i niczego na świecie nie pragnę bardziej..!

Szukając w internecie inspiracji na urządzenie wnętrz, starałam się wybierać takie, które odwzorowują również układ pomieszczenia.. czyli na której ścianie znajduje się okno, drzwi itp.. jeżeli coś będzie inaczej niż w rzeczywistości, to będę o tym informować :-)

Tym czasem zapraszam was serdecznie.. otwieram przed wami drzwi do mojego domu :-)





Identyczny układ wejścia, dokładnie mój styl i wszystko jak należy, oprócz tego pomarańczu. Nie przepadam za odcieniami czerwieni i pomarańczu na ścianach.. ani na zewnątrz, ani wewnątrz domu.
Nie przepadam to bardzo łagodne określenie! W takich pomieszczeniach czuję się jakby ściany się zacieśniały, w tle leciała muzyka techno i od razu mam w głowie obraz siebie biegającej na golasa po okolicy, dzierżącej z dłoni siekierę i mordującej wszystkie napotkane istoty :-/

Gdyby cofnąć się o kilka kroków, to po lewej stronie mamy okno (od kuchni, tej znajdującej się w "piwnicy") a tuż przy oknie, zawsze latem wyciągamy taki biały stoliczek i krzesła.. i nie wyobrażam sobie, bo mogłoby go tam zabraknąć! I udało mi się znaleźć całkiem podobną aranżację:




Oczywiście w stanie obecnym dom jest pokryty białym tynkiem (tzn kiedyś to był chyba biały kolor), okna są stare drewniane i nie posiadają okiennic - jeszcze ;-)

Ale stolik jest identyczny :-) + 4 białe, metalowe krzesła z kompletu.

Okno, które widzimy na zdjęciu (od kuchni 'w piwnicy') w rzeczywistości są bardziej szerokie i niskie, ale nieco większe niż standardowe piwniczne - dzięki czemu przepuszczają do pomieszczenia dużo światła.


Kolejny post, powinien być o wiatrołapie i werandzie, ale nie mogę nigdzie znaleźć zdjęć, które kiedyś zapisywałam na komputerze..  Żal mi szczególnie jednego, bo  wyglądało jakby było zrobione na naszej werandzie, ale już po wprowadzeniu kilku drobnych zmian ;-)

I marzy mi się pewne drzewo.. a że ogrodnik ze mnie kiepski i co prawda, kwiatka wsadzić i podlać potrafię, drzewko przyciąć też, to jednak na gatunkach i nazwach roślin to nie znam się nic a nic!
Czy ktoś można zna nazwę tego pięknego, ognistego krzewu?









Pozdrawiam gorąco i idę robić kakao dla mojej rodzinki.
Czas na wspólne, jesienne oglądanie filmów pod kocykiem :)